Na blogu pojawi się nowa seria " Moje sposoby na...", będzie ona obejmować różne aspekty kosmetyczne, od pielęgnacji po manicure czy elementy makijażu. Być może tematyka wyjdzie kiedyś poza ramy kosmetycznego świata, ale tego na razie nie obiecuję. Wpisy będą zawierały moje obserwacje i rady które sprawdziły się u mnie i którymi chcę się z Wami podzielić. :) Zapraszam do dyskusji i podsyłania własnych sposobów z danej kategorii, a także propozycji tematów kolejnych wpisów, jeżeli tylko macie z czymś problem. Mam nadzieję że wyniknie z tego coś wartościowego.
Przy okazji zapraszam na mój fanpage, wtedy zawsze będziecie ze wszystkim na bieżąco :)
Pozdrawiam Panna Migotka
wtorek, 26 sierpnia 2014
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Miętka pod koniec lata
Jeszcze kilka lat temu miałam pewne zarzuty co do lakierów Golden Rose (min. czas schnięcia który osiągał często całe wieki...). Z czasem jednak firma bardzo się rozwinęła, zaczęła wypuszczać coraz lepsze produkty o poprawionych formułach, ich kolekcje podążają, a czasem mam wrażenie, że nawet wyprzedzają najnowsze trendy. Pojawiają się kolejne linie lakierów godne polecania. Tym razem jest to Color Expert i śmiało mogę powiedzieć, że jest moja ulubiona zaraz po Rich Color.
Kolory są obłędne, świeże, żywe, wiosenne i radosne ( kolekcja Rich Color jest bardziej stonowana). Konsystencja w sam raz, pędzelek plaski i stosunkowo szeroki, całkowite krycie po 2 warstwach, czas schnięcia bez zastrzeżeń, cena - śmieszna, ok. 6 zł :)
Mój kolor to nr 67 intensywna mięta z przewagą zieleni ze srebrnymi drobinkami, które tak naprawdę na paznokciu są niewidoczne. Co tu mówić więcej, pozostaje jedynie cieszyć oczy :)
Kolory są obłędne, świeże, żywe, wiosenne i radosne ( kolekcja Rich Color jest bardziej stonowana). Konsystencja w sam raz, pędzelek plaski i stosunkowo szeroki, całkowite krycie po 2 warstwach, czas schnięcia bez zastrzeżeń, cena - śmieszna, ok. 6 zł :)
Mój kolor to nr 67 intensywna mięta z przewagą zieleni ze srebrnymi drobinkami, które tak naprawdę na paznokciu są niewidoczne. Co tu mówić więcej, pozostaje jedynie cieszyć oczy :)
niedziela, 10 sierpnia 2014
Pastelowe paseczki
Znudzona klasycznym jednokolorowym manicure, zaczęłam przeszukiwać połacie internetu, żeby znaleźć względnie proste w wykonaniu, a jednocześnie efektowne zdobienia przy użyciu taśmy klejącej. A o to efekt tych poszukiwań.
Wykonanie jest w całkiem proste. Zwykłą taśmę klejącą malujemy wybranym lakierem do paznokci (tu miętowy - Rimmel Salon Pro Lycra nr 500 Peppermint , różowy - nr 247 Isn't she precious?) i pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia. W między czasie możemy nałożyć kolor bazowy na paznokcie w tym przypadku jest to Rimmel 60s nr 703 white hot love.
Kiedy lakiery na taśmie klejącej całkowicie wyschną, tniemy je wedle własnego uznania, ja wybrałam paski, i przyklejamy na suchy bazowy kolor. Wystający nadmiar taśmy klejącej odcinamy szczypcami do skórek, a całość pokrywamy top coatem (Catrice Gel Like Top Coat), aby świeżo przyklejone wzorki nie odklejały się i nie haczyły. Gotowe! :)
I co Wy na to? :)
Wykonanie jest w całkiem proste. Zwykłą taśmę klejącą malujemy wybranym lakierem do paznokci (tu miętowy - Rimmel Salon Pro Lycra nr 500 Peppermint , różowy - nr 247 Isn't she precious?) i pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia. W między czasie możemy nałożyć kolor bazowy na paznokcie w tym przypadku jest to Rimmel 60s nr 703 white hot love.
Kiedy lakiery na taśmie klejącej całkowicie wyschną, tniemy je wedle własnego uznania, ja wybrałam paski, i przyklejamy na suchy bazowy kolor. Wystający nadmiar taśmy klejącej odcinamy szczypcami do skórek, a całość pokrywamy top coatem (Catrice Gel Like Top Coat), aby świeżo przyklejone wzorki nie odklejały się i nie haczyły. Gotowe! :)
I co Wy na to? :)
środa, 30 lipca 2014
Sinner Lady
Kolejny lakier od Colour Alike na który się zdecydowałam to Sinner Lady - czyli najbardziej klasyczny i podstawowy lakier holograficzny.
W cieniu nie wygląda atrakcyjnie, dopiero w słońcu pokazuje swoje prawdziwe możliwości.
Niestety ze względu na pogodę nie udało mi się zrobić mu zdjęć w naturalnym świetle. To co tu pokazałam to efekt uzyskany przy lampie aparatu. Jednak jest to nieporównywalne do tego jak wygląda w słońcu.
Myślę, że lakiery holograficzne są świetnym rozwiązaniem szczególnie w okresie letnim, kiedy słońce pozwala im w pełni zaprezentować swoje atuty. Dlatego często do nich wracam w czasie wakacji. :)
W cieniu nie wygląda atrakcyjnie, dopiero w słońcu pokazuje swoje prawdziwe możliwości.
Niestety ze względu na pogodę nie udało mi się zrobić mu zdjęć w naturalnym świetle. To co tu pokazałam to efekt uzyskany przy lampie aparatu. Jednak jest to nieporównywalne do tego jak wygląda w słońcu.
Myślę, że lakiery holograficzne są świetnym rozwiązaniem szczególnie w okresie letnim, kiedy słońce pozwala im w pełni zaprezentować swoje atuty. Dlatego często do nich wracam w czasie wakacji. :)
piątek, 25 lipca 2014
Bamberka
Colour Alike - moja dawna, wielka lakierowa miłość, później ze względu na dostępność tylko przez internet i nieprzyzwoity przyrost mojej lakierowej kolekcji, odstawione w kąt. Ponownie u mnie goszczą po długiej przerwie, od kiedy są dostępne we Wrocławiu stacjonarnie w Mydlarni Wrocławskiej. :)
Wybór padł na holograficzne cudeńka, dzisiaj nr 496 Bomberka.
Piękny morski lakier mieniący się w odcieniach zieleni, niebieskiego srebra i złota. Jakość ta sama jak sprzed kilku lat - idealna konsystencja i aplikacja, dobrze kryje przy dwóch warstwach, szybko wysycha i nie odpryskuje.
Jedyne co mogę mu zarzucić jest to, że odbarwia paznokcie - a używam odżywki jako lakieru bazowego.
Ale dla takiego efektu cieszącego oko jestem w stanie to przełknąć. ;)
Wybór padł na holograficzne cudeńka, dzisiaj nr 496 Bomberka.
Piękny morski lakier mieniący się w odcieniach zieleni, niebieskiego srebra i złota. Jakość ta sama jak sprzed kilku lat - idealna konsystencja i aplikacja, dobrze kryje przy dwóch warstwach, szybko wysycha i nie odpryskuje.
Jedyne co mogę mu zarzucić jest to, że odbarwia paznokcie - a używam odżywki jako lakieru bazowego.
Ale dla takiego efektu cieszącego oko jestem w stanie to przełknąć. ;)
czwartek, 10 lipca 2014
MUA Luxe Velvet Matowa szminka do ust, HIT czy KIT?
Wśród wielu produktów z MUA o które miałam możliwość poprosić moją koleżankę z Londynu znalazły się dwie matowe szminki Luxe Velvet, czerwona - Reckless i różowa - Funk. Byłam bardzo ciekawa efektu jaki uzyskam dzięki nim na ustach i pierwsza w ruch poszła wersja różowa.

Opakowanie solidne i eleganckie z tradycyjnym aplikatorem jak w błyszczyku.

Szminka ma stosunkowo gęstą konsystencję o całkowitym kryciu, podczas aplikacji na usta, okazało się, że wcale nie tak łatwo się z nią pracuje.
Najlepiej zminimalizować poprawki i szybko malować kontur ust jak i ich wypełnienie. W momencie kiedy szminka zaczyna troszkę zastygać, wszelkie poprawki stają się już dość kłopotliwe. Jednak przy odrobinie cierpliwości można uzyskać intensywny kolor i ładne satynowe wykończenie ust, które z czasem jeszcze odrobinę matowieje.
Tyle co do aplikacji i efektu, a jak z trwałością? No właśnie...
Trwałość jest koszmarna! Szminka wcale nie była wystawiona na wielką próbę wytrzymałości. Efekt widoczny na kolejnych zdjęciach uzyskałam po 4 godzinach załatwiania spraw na mieście i wypiciu jednej kawy przez słomę. To chyba nie jest wiele? Dodam, że po mieście wędrowałam sama, więc odchodzi dodatkowe utrudnienie w postaci ciągłego gadania.
Szminka po prostu się wykruszyła przy mówieniu, reszta przykleiła się do słomki miejscami pozostawiając usta zupełnie nagie, pozostałości spękały. Nie takiego efektu się spodziewałam po tak mozolnej aplikacji...
Efekt ładny, jednak na bardzo krótko. Chyba tylko na "już" do sesji zdjęciowej albo na jakieś 2 godziny, bo ani w niej mówić za bardzo nie można, a tym bardziej jeść... (a jak to tak bez jedzenia....). Z poprawkami też ciężka sprawa, najlepiej wszystko zmyć i zacząć od nowa.
Dla mnie niestety KIT. Pomimo trudności przy aplikacji - obiecujący początek, ale fatalny koniec, teraz żałuję że skusiłam się od razu na dwa kolory, bo nie wiem do czego je wykorzystać.
Opakowanie solidne i eleganckie z tradycyjnym aplikatorem jak w błyszczyku.
Szminka ma stosunkowo gęstą konsystencję o całkowitym kryciu, podczas aplikacji na usta, okazało się, że wcale nie tak łatwo się z nią pracuje.
Najlepiej zminimalizować poprawki i szybko malować kontur ust jak i ich wypełnienie. W momencie kiedy szminka zaczyna troszkę zastygać, wszelkie poprawki stają się już dość kłopotliwe. Jednak przy odrobinie cierpliwości można uzyskać intensywny kolor i ładne satynowe wykończenie ust, które z czasem jeszcze odrobinę matowieje.
Tyle co do aplikacji i efektu, a jak z trwałością? No właśnie...
Trwałość jest koszmarna! Szminka wcale nie była wystawiona na wielką próbę wytrzymałości. Efekt widoczny na kolejnych zdjęciach uzyskałam po 4 godzinach załatwiania spraw na mieście i wypiciu jednej kawy przez słomę. To chyba nie jest wiele? Dodam, że po mieście wędrowałam sama, więc odchodzi dodatkowe utrudnienie w postaci ciągłego gadania.
Szminka po prostu się wykruszyła przy mówieniu, reszta przykleiła się do słomki miejscami pozostawiając usta zupełnie nagie, pozostałości spękały. Nie takiego efektu się spodziewałam po tak mozolnej aplikacji...
Efekt ładny, jednak na bardzo krótko. Chyba tylko na "już" do sesji zdjęciowej albo na jakieś 2 godziny, bo ani w niej mówić za bardzo nie można, a tym bardziej jeść... (a jak to tak bez jedzenia....). Z poprawkami też ciężka sprawa, najlepiej wszystko zmyć i zacząć od nowa.
Dla mnie niestety KIT. Pomimo trudności przy aplikacji - obiecujący początek, ale fatalny koniec, teraz żałuję że skusiłam się od razu na dwa kolory, bo nie wiem do czego je wykorzystać.
wtorek, 13 maja 2014
Kto by pomyślał
Krem do rąk - jeden z najpopularniejszych produktów do pielęgnacji. Jedni mają małe wymagania co do niego, inni duże i ja też. Moja obecna praca wymaga ode mnie bardzo częstego mycia i moczenia rąk, nie wspominając już o kontakcie ze środkami czystości wszelkiego rodzaju. Całość składa się na to, że moje dłonie są często bardzo przesuszone, szorstkie i piekące. Moje kremowe odkrycie zawdzięczam koleżance z pacy, która pierwsza mnie nim "poczęstowała". ;) Sama bym nigdy po niego nie sięgnęła na półce sklepowej.
Proteinowy krem do rąk sprzedawany pod marką Carrefour okazał się małym skarbem za grosze. Ma stosunkowo lekką konsystencję i zapach ananasowych misiów Haribo (choć skład mówi, że powinnam czuć jaśmin... - Hexyl Cinnamal) Dobrze się rozprowadza, szybko się wchłania, sprawia że dłonie są gładkie i zregenerowane nie pozostawiając przy tym tłustego filmu.
Ale to nie wszystko, zajrzyjmy głębiej:
Butylospermum Parii Butter - masło shea
Glycine Soja Oil - olej sojowy
Glycerin - gliceryna
Cera Alba - wosk pszczeli
Lanolin - lanolina
Gossypium Herbaceum Seed Oil - olej z nasion bawełny
Allantoin - alantoina
Tocopheryl Acetate - octan tokoferylu
Hydrolyzed Silk - jedwab
i pod sam koniec obiecana witamina E (Tocopherol).
Za wybitnego specjalistę w dziedzinie czytania składów kometyków się nie uważam. Wiem również, że skład tego do idealnych nie należny. Uważam, jednak, że jak na krem który się dobrze spisuje i kosztuje ok. 5zł jest rewelacyjny! Wiele droższych kremów ma gorsze składy.
Jakość zasługujemy firmie Delia, która zajmuje się produkcją tego kremu dla Carrefour.
Jest to zaskakująco dobry produkt w świetnej cenie i jeden z nielicznych kremów do rąk który odkupuję zaraz po zużyciu.
Polecam spróbować, Panna Migotka ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)