Małe zielone cacuszko mieniące się niczym żuczek napotkany na leśnej drodze, mogłyście zobaczyć już kilka dni temu. Dzisiaj pokażę, go Wam nieco bliżej. Z niecierpliwością czekałam na najnowszą kolekcję lakierów Flormar Duo2x chrome. Na razie zdecydowałam się, tylko na jeden z nich.
Flormar Duo 2x Chrome nail enamel nr DC05
Cena: 15 zł
Objętość: 11 ml
Moja zielona wersja mieni się na złoty, oliwkowy i niebieski kolor. Co prawda spodziewałam się bardziej spektakularnego efektu duo chrome, jednak i tak nie jest źle. Lakier ma wygodny pędzelek, idealną konsystencję, całkowicie kryje po dwóch warstwach, szybko wysycha i jest trwały. Czyli wszytko to, co lubię w lakierach Flormar :) Żadnych wad nie znalazłam.
Zastanawiam się jeszcze nad czerwoną i złotą wersją...ale na razie dzielnie opieram się pokusie!
Jak Wam się podoba? Też macie ochotę na swojego leśnego żuczka? ;)
sobota, 20 października 2012
wtorek, 16 października 2012
Żel do golenia - Isana kontra Beala
Będąc w drogerii dm czułam się jak w odpowiedniku Rossmanna. Również przeglądając asortyment Balea i Alverde stwierdzam, że jest on bardzo podobny do Isany i Alterry. Można znaleźć wiele siostrzanych produktów i to w podobnych cenach. Czy faktycznie mamy czego zazdrościć sąsiadkom, podczas gdy same mamy doskonały dostęp do odpowiedników z dm?
Dzisiaj na tapetę idą żele do golenia nóg, zobaczymy kto wygra ten pojedynek ;p
Isana - żel do golenia nóg brzoskwiniowy
Balea - żel do golenia nóg maślanka z limonką
Cena: ok. 10 zł
Objętość: 150 ml
Opakowanie: Jeżeli chodzi o solidność, wygląd zewnętrzny i praktyczne zastosowanie Balea wygrywa. Już na pierwszy rzut oka Isana przy kolorowym, nowoczesnym i błyszczącym opakowaniu sąsiadki z zachodu wygląda dość mizernie.
Również dozownik w Balei jest wygodniejszy i ma mniejszy otwór, co pozwala na ekonomiczniejsze dozowanie produktu. Isana przy tym wygląda jak produkt z PRL-u ;p
A teraz zajrzyjmy do środka, końcu liczy się wnętrze...
Zapach: Isana delikatnie pachnie soczystą, pyszną brzoskwinką, nie trudno to sobie wyobrazić, w przeciwieństwie do zapachu maślanki z limonką....dla mnie jest to zapach identyczny z cytrynowym zapachem do ciasta. Od razu przed oczami widzę pyszną babkę z dodanym zapachem cytrynowym. Tutaj mamy remis, obydwa ładnie pachną, a co kto lubi to już odmienna sprawa ;)
Konsystencja i działanie: I tutaj jest nauczka na przyszłość, żeby nie oceniać produktu po opakowaniu...same zobaczcie.
Isana
Balea:
Balea powinna się schować ze wstydu. Isana tworzy obfitą gęstą pianę która fantastycznie sprawuje się przy goleniu. Balea próbuje ją dogonić, ale niestety pozostaje w tyle (co doskonale widać), również samo golenie jest przez to już mniej przyjemne.
Więc co jest ideałem i co wygrywa? Dla mnie ideałem był by żel z Isany w opakowaniu Balea! Już nawet nie chodzi o sam wygląd, ale o mniejszy otwór w dozowniku...Skoro jednak takiej opcji do wyboru nie mam, to Isana zdecydowanie zgarnia pierwsze miejsce. Konsystencja, zapach, działanie, cena i dostępność powala przeciwniczkę na kolana. Wiem, że ta pianka już na stałe zamieszka w mojej łazience.
Używałyście produktów Balea? Czy nawet nie jesteście ich ciekawe i wolicie łatwo dostępną Isane?
Dzisiaj na tapetę idą żele do golenia nóg, zobaczymy kto wygra ten pojedynek ;p
Isana - żel do golenia nóg brzoskwiniowy
Balea - żel do golenia nóg maślanka z limonką
Cena: ok. 10 zł
Objętość: 150 ml
Opakowanie: Jeżeli chodzi o solidność, wygląd zewnętrzny i praktyczne zastosowanie Balea wygrywa. Już na pierwszy rzut oka Isana przy kolorowym, nowoczesnym i błyszczącym opakowaniu sąsiadki z zachodu wygląda dość mizernie.
Również dozownik w Balei jest wygodniejszy i ma mniejszy otwór, co pozwala na ekonomiczniejsze dozowanie produktu. Isana przy tym wygląda jak produkt z PRL-u ;p
A teraz zajrzyjmy do środka, końcu liczy się wnętrze...
Zapach: Isana delikatnie pachnie soczystą, pyszną brzoskwinką, nie trudno to sobie wyobrazić, w przeciwieństwie do zapachu maślanki z limonką....dla mnie jest to zapach identyczny z cytrynowym zapachem do ciasta. Od razu przed oczami widzę pyszną babkę z dodanym zapachem cytrynowym. Tutaj mamy remis, obydwa ładnie pachną, a co kto lubi to już odmienna sprawa ;)
Konsystencja i działanie: I tutaj jest nauczka na przyszłość, żeby nie oceniać produktu po opakowaniu...same zobaczcie.
Isana
Balea:
Balea powinna się schować ze wstydu. Isana tworzy obfitą gęstą pianę która fantastycznie sprawuje się przy goleniu. Balea próbuje ją dogonić, ale niestety pozostaje w tyle (co doskonale widać), również samo golenie jest przez to już mniej przyjemne.
Więc co jest ideałem i co wygrywa? Dla mnie ideałem był by żel z Isany w opakowaniu Balea! Już nawet nie chodzi o sam wygląd, ale o mniejszy otwór w dozowniku...Skoro jednak takiej opcji do wyboru nie mam, to Isana zdecydowanie zgarnia pierwsze miejsce. Konsystencja, zapach, działanie, cena i dostępność powala przeciwniczkę na kolana. Wiem, że ta pianka już na stałe zamieszka w mojej łazience.
Używałyście produktów Balea? Czy nawet nie jesteście ich ciekawe i wolicie łatwo dostępną Isane?
poniedziałek, 15 października 2012
Wzięłam i oszalałam
Tak oto wygląda przestrzeganie mojego kolorówkowego odwyku w ostatnim tygodniu....
Ale czy to moja wina, że w okresie jesiennym wychodzą nowe kolekcje...? ^^"
A teraz informacja dnia. Wiedziałyście, że Inglot wypuścił właśnie nowiutką kolekcję cieni rainbow?! Jak je zobaczyłam nie wiedziałam co łapać :D Dzisiaj padło na zielenie, choć zastanawiam się jeszcze nad brązami, ale puki co rozeszły się z prędkością światła i dla mnie nic nie zostało. Z tego co mi powiedziano w salonie, kolekcja jest od wczoraj. Na razie nie udało mi się nigdzie znaleźć żadnych zdjęć, ale sądzę, że lata dzień zrobi się o nich głośno ;p Kto ma po drodze do salolu lub wyspy polecam podejść, obejrzeć, pomacać i nacieszyć oczy. W przeciwieństwie do stałej oferty, jesienne tęcze nie są matowe tylko double sparkle (matowe z drobinkami). Pojawiła się również nowa kolekcja lakierów w odcieniach szarości i brązu, jednak one nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia.
A jak Wasze kosmetyczne postanowienia i odwyki?
Ale czy to moja wina, że w okresie jesiennym wychodzą nowe kolekcje...? ^^"
A teraz informacja dnia. Wiedziałyście, że Inglot wypuścił właśnie nowiutką kolekcję cieni rainbow?! Jak je zobaczyłam nie wiedziałam co łapać :D Dzisiaj padło na zielenie, choć zastanawiam się jeszcze nad brązami, ale puki co rozeszły się z prędkością światła i dla mnie nic nie zostało. Z tego co mi powiedziano w salonie, kolekcja jest od wczoraj. Na razie nie udało mi się nigdzie znaleźć żadnych zdjęć, ale sądzę, że lata dzień zrobi się o nich głośno ;p Kto ma po drodze do salolu lub wyspy polecam podejść, obejrzeć, pomacać i nacieszyć oczy. W przeciwieństwie do stałej oferty, jesienne tęcze nie są matowe tylko double sparkle (matowe z drobinkami). Pojawiła się również nowa kolekcja lakierów w odcieniach szarości i brązu, jednak one nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia.
A jak Wasze kosmetyczne postanowienia i odwyki?
czwartek, 11 października 2012
Eveline - slim extreme 3D
Trochę się zbierałam do recenzji Slim extreme 3D super skoncentrowanego serum antycellulit + przeciw nawrotom cellulitu o którym wspominałam przy okazji większych kosmetycznych zakupów. I w końcu podejmuję wyzwanie. Jestem sceptycznie nastawiona do tego typu produktów. W tym przypadku też tak było, ale ciekawość wzięła górę i już. Dla zainteresowanym umieszczam zdjęcia ze szczegółowymi informacjami o produkcie. Ja mam zamiar skupić się głownie na obiecanych przez producenta efektach, które mamy uzyskać już po 2 tygodniach regularnego stosowania.
Cena: ok. 17 zł
Objętość: 250 ml
Na wstępie muszę podkreślić parę faktów. Po pierwsze: nie mam widocznego cellulitu, przy ściśnięciu uda (właśnie tam je stosowałam) i owszem pokazuje on swoje straszne oblicze. Jednak zwykle pozostaje w ukryciu. Po drugie: serum stosowałam bardzo regularnie, tak jak zaleca producent (rano i wieczorem), przez okres około jednego miesiąca. Przy końcu opakowania już sobie nieco odpuściłam z regularnością.
Kosmetyk jest stosunkowo gesty i treściwy (po wyciśnięciu z tubki nie rozlewał się, tylko zachowywał "kształt" nadany mu przez otwór) mimo to dobrze się rozprowadza. Ma dość intensywny mentolowy, nieco ziołowy zapach. Daje przyjemne, delikatne uczucie chłodzenia (na początku efekt chłodzenia wydaje się o wiele mocniejszy). W upały stosowałam go z przyjemnością zarówno rano jak i wieczorem. Teraz jakoś nie szczególnie uśmiechało by mi się dodatkowe chłodzenie ;p
Czas na obietnice producenta:
Redukcja cellulitu do 60%
Czy aż tyle? Nie przypuszczam. Faktycznie mój cellulit nieco się wygładził, ale było to w minimalnym stopniu.
Ujędrnienie i wygładzenie skóry do 65%
I tu zdecydowanie TAK! Jestem pod wrażeniem jak podczas stosowania serum moja skóra na udach stała się jedwabiście gładka i jędrna. Szczególnie, że efekt ten pojawił się już po kilku dniach stosowania. Jestem skłonna powiedzieć, że jeszcze po żadnym kosmetyku nie miałam takiej ładnej skóry.
Zmniejszenie obwodu ud o 3 cm
I tu mój organizm zrobił mi mały psikus. Do sprawy podeszłam poważnie, zmierzyłam centymetrem obwód ud, zapamiętałam odnośniki, żeby po 2 tygodniach na pewno zrobić pomiary w tych samych miejscach....I mój cykl miesięczny najwyraźniej postanowił mi w tym przeszkodzić, bo przy ponownym pomiarze obwody miałam większe niż poprzednio ;p No cóż, tutaj nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Ale raczej sceptycznie pochodzę do tej obietnicy.
Zalety:
- ujędrnienie i wygładzenie
- wydajność
- efekt chłodzenia (zależny jaka pora roku i co kto lubi)
- konsystencja
- szybkość wchłaniania
- dostępność
Wady:
- krótkotrwały efekt
Podsumowując, uważam, że kosmetyk warty spróbowania. Przy regularnym stosowaniu można uzyskać pozytywne zmiany. Jedynym, ale dla mnie dość dużym minusem jest to, że po odstawieniu serum, wszystkie uzyskane efekty bardzo szybko znikają. Co prawda producent podkreśla, że jest to produkt również przeciw nawrotom cellulitu, (co sugeruje regularne i ciągłe stosowanie), jednak ja nie wyobrażam sobie używać tego produktu dwa razy dziennie choćby przez rok, nie mówiąc już o dłuższym okresie czasu. Sądzę, że kupię ponownie, ale na pewno nie w okresie jesienno zimowym.
Używałyście? Chcecie spróbować? Jakie jest Wasze zdanie?
Cena: ok. 17 zł
Objętość: 250 ml
Na wstępie muszę podkreślić parę faktów. Po pierwsze: nie mam widocznego cellulitu, przy ściśnięciu uda (właśnie tam je stosowałam) i owszem pokazuje on swoje straszne oblicze. Jednak zwykle pozostaje w ukryciu. Po drugie: serum stosowałam bardzo regularnie, tak jak zaleca producent (rano i wieczorem), przez okres około jednego miesiąca. Przy końcu opakowania już sobie nieco odpuściłam z regularnością.
Kosmetyk jest stosunkowo gesty i treściwy (po wyciśnięciu z tubki nie rozlewał się, tylko zachowywał "kształt" nadany mu przez otwór) mimo to dobrze się rozprowadza. Ma dość intensywny mentolowy, nieco ziołowy zapach. Daje przyjemne, delikatne uczucie chłodzenia (na początku efekt chłodzenia wydaje się o wiele mocniejszy). W upały stosowałam go z przyjemnością zarówno rano jak i wieczorem. Teraz jakoś nie szczególnie uśmiechało by mi się dodatkowe chłodzenie ;p
Czas na obietnice producenta:
Redukcja cellulitu do 60%
Czy aż tyle? Nie przypuszczam. Faktycznie mój cellulit nieco się wygładził, ale było to w minimalnym stopniu.
Ujędrnienie i wygładzenie skóry do 65%
I tu zdecydowanie TAK! Jestem pod wrażeniem jak podczas stosowania serum moja skóra na udach stała się jedwabiście gładka i jędrna. Szczególnie, że efekt ten pojawił się już po kilku dniach stosowania. Jestem skłonna powiedzieć, że jeszcze po żadnym kosmetyku nie miałam takiej ładnej skóry.
Zmniejszenie obwodu ud o 3 cm
I tu mój organizm zrobił mi mały psikus. Do sprawy podeszłam poważnie, zmierzyłam centymetrem obwód ud, zapamiętałam odnośniki, żeby po 2 tygodniach na pewno zrobić pomiary w tych samych miejscach....I mój cykl miesięczny najwyraźniej postanowił mi w tym przeszkodzić, bo przy ponownym pomiarze obwody miałam większe niż poprzednio ;p No cóż, tutaj nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Ale raczej sceptycznie pochodzę do tej obietnicy.
Zalety:
- ujędrnienie i wygładzenie
- wydajność
- efekt chłodzenia (zależny jaka pora roku i co kto lubi)
- konsystencja
- szybkość wchłaniania
- dostępność
Wady:
- krótkotrwały efekt
Podsumowując, uważam, że kosmetyk warty spróbowania. Przy regularnym stosowaniu można uzyskać pozytywne zmiany. Jedynym, ale dla mnie dość dużym minusem jest to, że po odstawieniu serum, wszystkie uzyskane efekty bardzo szybko znikają. Co prawda producent podkreśla, że jest to produkt również przeciw nawrotom cellulitu, (co sugeruje regularne i ciągłe stosowanie), jednak ja nie wyobrażam sobie używać tego produktu dwa razy dziennie choćby przez rok, nie mówiąc już o dłuższym okresie czasu. Sądzę, że kupię ponownie, ale na pewno nie w okresie jesienno zimowym.
Używałyście? Chcecie spróbować? Jakie jest Wasze zdanie?
wtorek, 9 października 2012
mrs and mr glitter
Jestem ogromną miłośniczką topperów z Essence i jak tylko zobaczyłam nowości na regale, bez zastanowienia wrzuciłam jeden z nich do koszyka. Tym razem padło na nr 13 mrs and mr glitter. Już sama nazwa wywołała u mnie uśmiech ;)
W bezbarwnej bazie znajdują się dość spore sześciokąty w trzech kolorach: czarnym, turkusowym i zielonym. Jako bazy użyłam lakieru Wibo nr 18.
Sam topper wymaga nieco więcej pracy niż cirus confetti czy glorious aquarius . Właśnie ze względu na dość pokaźne drobinki trzeba się trochę "nałowić" aby na każdym paznokciu coś migotało. Niemniej ja jestem zadowolona, zestaw kolorystyczny przypadł mi do gustu, a toppper jak i jego wszyscy bracia, idealnie nadają się do reanimacji manicure ;)
A Wam już wpadła w łapki jakaś nowość z Essence? Co myślicie o mrs and mr glitter?
W bezbarwnej bazie znajdują się dość spore sześciokąty w trzech kolorach: czarnym, turkusowym i zielonym. Jako bazy użyłam lakieru Wibo nr 18.
Sam topper wymaga nieco więcej pracy niż cirus confetti czy glorious aquarius . Właśnie ze względu na dość pokaźne drobinki trzeba się trochę "nałowić" aby na każdym paznokciu coś migotało. Niemniej ja jestem zadowolona, zestaw kolorystyczny przypadł mi do gustu, a toppper jak i jego wszyscy bracia, idealnie nadają się do reanimacji manicure ;)
A Wam już wpadła w łapki jakaś nowość z Essence? Co myślicie o mrs and mr glitter?
niedziela, 7 października 2012
Denko - wrzesień 2012
Znacie to, kiedy żadne kosmetyki nie sięgają dna, aż nagle wszystkie lawinowo zaczynają się kończyć? Mi się to przytrafiło we wrześniu, a w październiku szykuje się ciąg dalszy. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak nagle zrobiły mi się pustki na półkach ;) Trochę się tego nazbierało, więc w telegraficznym skrócie o każdym z produktów, a potem biegnę pozbyć się pustych opakowań.
Johnson&Johnson - żel pod prysznic Johnson's Be Fresh & Revive z aromatem konwalii
W denku z lipca napisałam parę słów o jego bracie z zieloną herbatą i bergamotką. O konwaliowym nie mogę powiedzieć nic nowego oprócz tego, że zapach konwalii był dość chemiczny. Zużyłam dwie butelki i więcej nie potrzebuję.
Ziaja - mydło pod prysznic blubel na liliowo jagoda porzeczka
Produkt który chyba nikomu przedstawiać nie muszę. Tanie, duże i łatwo dostępne mydło pod prysznic. Lubię, jednak dokończenie tej butelki trochę mnie kosztowało, bo zapach mi zwyczajnie zbrzydł. Kiedyś na pewno wrócę, ale na razie muszę sobie zrobić od nich przerwę.
Ziaja - intima kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym przeciw podrażnieniom
Moja druga butelka z tej serii, ja byłam zadowolona, jednak moja mama nie do końca. Jak w przypadku wyżej, tani, duży i łatwo dostępny. Plus za pompkę której już na zdjęciu nie ma, bo przekręciłam do innego produktu ;p
AA - nawilżający żel do mycia ciała, skóra wrażliwa i skłonna do alergii
Jak działa na skórę wrażliwą i alergiczną nie jest w stanie stwierdzić, bo takiej nie posiadam. Świeży, orzeźwiający zapach, delikatna piana i standardowa wydajność. Jak dla mnie najzwyklejszy żel pod prysznic bez żadnego szału, niczym szczególnym się nie wyróżnia.
Marion - dwufazowy delikatny płyn do demakijażu oczu
Mój mały hit! Produkt tani (ok. 5,50zł), zawiera prowitaminę B5 i ekstrakt z rumianku, dostępny w Naturze, wydajny, doskonale radzi sobie zarówno z kosmetykami zwykłymi jak i wodoodpornymi, nie pozostawia tłustego filmu na skórze (którego niektóre z Was nie znoszą), nie podrażnia. Zdziwiła mnie tylko wyjątkowo krótka data ważności, jak na produkt tego typu (3 miesiące od momentu otwarcia). Na składach kosmetyków się nie znam, więc tylko się łudzę, że jest to spowodowane dobrym składem i brakiem ogromnej ilości konserwantów. Jestem z niego całkowicie zadowolona, na pewno do niego wrócę i polecam wypróbować za te parę złotych :)
Ziaja - ziajka emulsja do opalania dla dzieci SPF 25
Dość gęsta emulsja, o typowym "dziecięcym" zapachu. Dobrze się rozprowadza i nie pozostawia białych śladów, wydajna, tania i dobrze dostępna. Chroni jak należy i to najważniejsze, żadnych podrażnień od słońca, poparzeń ani przykrych niespodzianek. Polecam wszystkim bladziochom :)
Joanna - Naturia, szampon z pokrzywą i zieloną herbatą do włosów przetłuszczających się i normalnych
Nie polubiłam się z tym szamponem. Kupiłam go, bo potrzebowałam przetrwać ostatnie dni na wyjeździe, a szampon który miał mi starczyć na cały okres poza domem, nieoczekiwanie postanowił się skończyć ;) Szampon jest tani, łatwo dostępny i ładnie pachnie, ale za to rzadki, niewydajny, kiepsko się pieni i w żaden sposób nie przedłoża świeżości włosów. Więcej nie kupię, bo mnie tylko denerwuje ;p
BeBeauty - peeling do ciała, winogrono
Pisałam już o borówkowej wersji tego peelingu i ta niczym się nie rożni prócz zapachu, który swoją drogą jest całkiem przyzwoity. Odświeżający i przyjemny, dość intensywny, ale z winogronami w życiu bym nie skojarzyła :)
Bielenda - krem happy end do stóp
Zawiera prawoślaz lekarski, triclosan i mięte. Ma delikatny, ziołowy zapach, szybko się wchłania i jest wydajny, ale dla mnie to za mało. Nie wygładza i nie miękczą naskórna, ani nie mniejsza zrogowacenia skóry jak obiecuje producent. Jest to raczej doraźna pomoc i krótkotrwale, delikatne nawilżenie. Dla mnie bardzo przeciętny.
Oriflame - daily hand cream
Krem, który ze względu na jego małe rozmiary nosiłam w torebce. Konsystencja wodnista, ale szybko się wchłaniał oraz delikatnie nawilżał, nie pozostawiając tłustej warstwy. Niczego więcej od torebkowego kremu nie oczekuje.
Beauty Formulas - oczyszczające plasterki na krosty i plamy
Mam dość mieszane uczucia co do tego gadżetu. Raz nic nie robił, innym razem działał (a może tak tylko mi się wydawało?). Długo męczyłam te 30 plasterków i końca nie było widać. Nie jestem przekonana co do tej idei. Myślę, że skutecznie się wyleczyłam z takich wynalazków.
Elizabeth Arden - green tea lavender
Zapach nieco męski ze względu na dominującą lawendę, delikatnie złamany przez inne nuty zapachowe. Trzyma się średnio, jednak nie oczekiwałam więcej za tą cenę. Przyjemne, dobrze leżące w doni i solidne opakowanie. Ten zapach, zachęcił mnie do testowania kolejnych z tej serii.
BeBeauty - maseczka oczyszczająca zmniejszająca rozszerzone pory do cery tłustej i mieszanej
Maseczka zawiera glinkę krzemową i minerały...szczerze to jej po prostu nie lubiłam i myślałam, że nigdy jej nie wymęczę! Kolejna maseczka którą mam wrażenie, że używam dla samej idei. Nic oprócz (no powiedzmy) nawilżenia nie zauważyłam. Ciesze się że to już koniec i więcej nie kupię.
AA - krem na dzień matująco-nawilżajacy
Krem o lekkiej konsystencji i delikatnym świeżym zapachu. Nie wysuszył mi cery, wiec niech będzie, że nawilża. Jednak kompletnie nie matowi. Nic, zero, nul... W momencie nałożenia podkładu, dopiero się działy niestworzone historie, zanim wyszłam z domu, świeciłam się gorzej, niż bez żadnego kremu. Moje nerwy tego nie wytrzymały i krem użyłam do dłoni i stóp. Osobom z cerą mieszana i tłusta nie polecam.
Perfecta - wygładzająca maseczka , kwasy AHA + sok z aloesu, sera normalna, mieszana i tłusta
Ostatnio jestem zakochana w "ekspresowych" maseczkach z Perfecty. O jednym z moich ulubieńców tego typu wspominałam już przy okazji lipcowego denka. Ten również jest skierowany do osób po 30 roku życia ale cóż ;p Zapach ma wspaniały, świeży, lekko cytrusowo-owocowy. Konsystencja jest lekka i przyjemna, kosmetyk jest bardzo wydajny, pięknie nawilża i wygładza cerę. Do tego maseczka jest powszechnie dostępna i tania. Stosuję ją co jakiś czas zamiast kremu na noc i jestem zachwycona. Kolejny kosmetyk tej firmy na dobre mieszkający w mojej łazience ;)
Avon - Personal Match, korektor do twarzy w sztyfcie
Kupiłam go jakieś lata świetlne temu i przez taki czas go zużywałam. Kolor fair był doskonały do mojej jasnej karnacji. Wygodna forma sztyftu, konsystencja dość kremowa, krycie średnie, kosmetyk bardzo wydajny i jak dla mnie dobry do tuszowania niedoskonałości. Bez promocji jednak bym go nie kupiła ponownie.
Miałyście któryś z tych produktów? Podzielcie się swoja opinią.
Johnson&Johnson - żel pod prysznic Johnson's Be Fresh & Revive z aromatem konwalii
W denku z lipca napisałam parę słów o jego bracie z zieloną herbatą i bergamotką. O konwaliowym nie mogę powiedzieć nic nowego oprócz tego, że zapach konwalii był dość chemiczny. Zużyłam dwie butelki i więcej nie potrzebuję.
Ziaja - mydło pod prysznic blubel na liliowo jagoda porzeczka
Produkt który chyba nikomu przedstawiać nie muszę. Tanie, duże i łatwo dostępne mydło pod prysznic. Lubię, jednak dokończenie tej butelki trochę mnie kosztowało, bo zapach mi zwyczajnie zbrzydł. Kiedyś na pewno wrócę, ale na razie muszę sobie zrobić od nich przerwę.
Ziaja - intima kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym przeciw podrażnieniom
Moja druga butelka z tej serii, ja byłam zadowolona, jednak moja mama nie do końca. Jak w przypadku wyżej, tani, duży i łatwo dostępny. Plus za pompkę której już na zdjęciu nie ma, bo przekręciłam do innego produktu ;p
AA - nawilżający żel do mycia ciała, skóra wrażliwa i skłonna do alergii
Jak działa na skórę wrażliwą i alergiczną nie jest w stanie stwierdzić, bo takiej nie posiadam. Świeży, orzeźwiający zapach, delikatna piana i standardowa wydajność. Jak dla mnie najzwyklejszy żel pod prysznic bez żadnego szału, niczym szczególnym się nie wyróżnia.
Marion - dwufazowy delikatny płyn do demakijażu oczu
Mój mały hit! Produkt tani (ok. 5,50zł), zawiera prowitaminę B5 i ekstrakt z rumianku, dostępny w Naturze, wydajny, doskonale radzi sobie zarówno z kosmetykami zwykłymi jak i wodoodpornymi, nie pozostawia tłustego filmu na skórze (którego niektóre z Was nie znoszą), nie podrażnia. Zdziwiła mnie tylko wyjątkowo krótka data ważności, jak na produkt tego typu (3 miesiące od momentu otwarcia). Na składach kosmetyków się nie znam, więc tylko się łudzę, że jest to spowodowane dobrym składem i brakiem ogromnej ilości konserwantów. Jestem z niego całkowicie zadowolona, na pewno do niego wrócę i polecam wypróbować za te parę złotych :)
Ziaja - ziajka emulsja do opalania dla dzieci SPF 25
Dość gęsta emulsja, o typowym "dziecięcym" zapachu. Dobrze się rozprowadza i nie pozostawia białych śladów, wydajna, tania i dobrze dostępna. Chroni jak należy i to najważniejsze, żadnych podrażnień od słońca, poparzeń ani przykrych niespodzianek. Polecam wszystkim bladziochom :)
Joanna - Naturia, szampon z pokrzywą i zieloną herbatą do włosów przetłuszczających się i normalnych
Nie polubiłam się z tym szamponem. Kupiłam go, bo potrzebowałam przetrwać ostatnie dni na wyjeździe, a szampon który miał mi starczyć na cały okres poza domem, nieoczekiwanie postanowił się skończyć ;) Szampon jest tani, łatwo dostępny i ładnie pachnie, ale za to rzadki, niewydajny, kiepsko się pieni i w żaden sposób nie przedłoża świeżości włosów. Więcej nie kupię, bo mnie tylko denerwuje ;p
BeBeauty - peeling do ciała, winogrono
Pisałam już o borówkowej wersji tego peelingu i ta niczym się nie rożni prócz zapachu, który swoją drogą jest całkiem przyzwoity. Odświeżający i przyjemny, dość intensywny, ale z winogronami w życiu bym nie skojarzyła :)
Bielenda - krem happy end do stóp
Zawiera prawoślaz lekarski, triclosan i mięte. Ma delikatny, ziołowy zapach, szybko się wchłania i jest wydajny, ale dla mnie to za mało. Nie wygładza i nie miękczą naskórna, ani nie mniejsza zrogowacenia skóry jak obiecuje producent. Jest to raczej doraźna pomoc i krótkotrwale, delikatne nawilżenie. Dla mnie bardzo przeciętny.
Oriflame - daily hand cream
Krem, który ze względu na jego małe rozmiary nosiłam w torebce. Konsystencja wodnista, ale szybko się wchłaniał oraz delikatnie nawilżał, nie pozostawiając tłustej warstwy. Niczego więcej od torebkowego kremu nie oczekuje.
Beauty Formulas - oczyszczające plasterki na krosty i plamy
Mam dość mieszane uczucia co do tego gadżetu. Raz nic nie robił, innym razem działał (a może tak tylko mi się wydawało?). Długo męczyłam te 30 plasterków i końca nie było widać. Nie jestem przekonana co do tej idei. Myślę, że skutecznie się wyleczyłam z takich wynalazków.
Elizabeth Arden - green tea lavender
Zapach nieco męski ze względu na dominującą lawendę, delikatnie złamany przez inne nuty zapachowe. Trzyma się średnio, jednak nie oczekiwałam więcej za tą cenę. Przyjemne, dobrze leżące w doni i solidne opakowanie. Ten zapach, zachęcił mnie do testowania kolejnych z tej serii.
BeBeauty - maseczka oczyszczająca zmniejszająca rozszerzone pory do cery tłustej i mieszanej
Maseczka zawiera glinkę krzemową i minerały...szczerze to jej po prostu nie lubiłam i myślałam, że nigdy jej nie wymęczę! Kolejna maseczka którą mam wrażenie, że używam dla samej idei. Nic oprócz (no powiedzmy) nawilżenia nie zauważyłam. Ciesze się że to już koniec i więcej nie kupię.
AA - krem na dzień matująco-nawilżajacy
Krem o lekkiej konsystencji i delikatnym świeżym zapachu. Nie wysuszył mi cery, wiec niech będzie, że nawilża. Jednak kompletnie nie matowi. Nic, zero, nul... W momencie nałożenia podkładu, dopiero się działy niestworzone historie, zanim wyszłam z domu, świeciłam się gorzej, niż bez żadnego kremu. Moje nerwy tego nie wytrzymały i krem użyłam do dłoni i stóp. Osobom z cerą mieszana i tłusta nie polecam.
Perfecta - wygładzająca maseczka , kwasy AHA + sok z aloesu, sera normalna, mieszana i tłusta
Ostatnio jestem zakochana w "ekspresowych" maseczkach z Perfecty. O jednym z moich ulubieńców tego typu wspominałam już przy okazji lipcowego denka. Ten również jest skierowany do osób po 30 roku życia ale cóż ;p Zapach ma wspaniały, świeży, lekko cytrusowo-owocowy. Konsystencja jest lekka i przyjemna, kosmetyk jest bardzo wydajny, pięknie nawilża i wygładza cerę. Do tego maseczka jest powszechnie dostępna i tania. Stosuję ją co jakiś czas zamiast kremu na noc i jestem zachwycona. Kolejny kosmetyk tej firmy na dobre mieszkający w mojej łazience ;)
Avon - Personal Match, korektor do twarzy w sztyfcie
Kupiłam go jakieś lata świetlne temu i przez taki czas go zużywałam. Kolor fair był doskonały do mojej jasnej karnacji. Wygodna forma sztyftu, konsystencja dość kremowa, krycie średnie, kosmetyk bardzo wydajny i jak dla mnie dobry do tuszowania niedoskonałości. Bez promocji jednak bym go nie kupiła ponownie.
Miałyście któryś z tych produktów? Podzielcie się swoja opinią.
poniedziałek, 1 października 2012
Lakierowy rachunek sumienia cz.3...ostatnia
Po pierwszej i drugiej części lakierowego rachunku sumienia zapraszam na trzecią i jak na razie ostatnią ;p
96. Flormar nail enamel nr 424
97. Essence Blossims etc... nr 02 I like
98. Colour Alike nr 204 Kocimiętka
99. S.he stylezone nr 312/1080
100. Q by Colour Alike nr 151 Miętus
101. Colour Alike nr 451 Świeżo malowane
102. Vipera Jumpy nr 162
104. Colour Alike nr 468 Syrenka
105. Wibo nr 134
106. Lovely niestety starty numerek
107. Essence Denim Wanted! nr 04 Forever mine
108. Golden Rose Classics nr 140
109. Colour Alike nr 466 Aloha
110. Essence nr 38 Choose me!
111. Paese Lakier Pękający nr 304
112. Golden Rose with protein nr 339
113. Safari nr 64
114. Colour Alike nr 448 Tru blu
115. Bell nr 302
116. Wibo nr 18
117. Vipera nr 475
118. Make-up Academy beznumerkowy
119. Essence Blossoms etc... nr 04 Bloom-a-loom
120. Sally Hansen nr 6203-03 Bright
121. Flormar Supershine Miracle Colors nr U28
122. Q by Colour Alike nr 118 Discorelaks
123. Colour Alike nr 463 Wrzosowisko
124. Q by Colour Alike nr 115 Buka
125. Eveline Holografic Shine nr 414
126. Golden Rose fantastic color nr 169
127. Virtual Fruit Cocktail vinylmania nr 149 cranberry chic
128. Eveline Holografic Shine nr 413
129. Sensique fantasy glitter nr 211 Fireworks
130. Wibo nr 320
131. Q by Colour Alike nr 116 Zmierzch
132. Golden Rose with protein nr 312
133. Miyo Mini Drops nr 38 Electric Purple
134. Revlon nr 762 Plum Attraction
135. H&M Wicked Purple
136. Wibo nr 313
137. Golden Rose Matte nr 09
138. Colour Alike nr 1 Magic Ultraviolet
139. Golden Rose ceramic nr 139
140. Flormar Supershine Miracle Colors nr U08
141. Sally Hansen nr 4123-03 Baroque Bronze
142. Golden Rose Holographic Color nr 119
143. Essence nr 002 stamp me! black
144. Delia emalie pękające nr 7
145. Sally Hansen Salon nr 4133-03 Black Patent Leathergo
145 lakierów (tak miedzy nami to 145+1, bo ostatnio nabyłam nowy top z Essence :>), czy to już się leczy? Ja na razie się nie martwię, przeglądałam na blogach już nie jedną kolekcję lakierów grubo przekraczającą moje skromne 145 sztuk :D Ostatnio bardzo ograniczyłam kupowanie każdego lakieru, który mi się spodoba w pierwszej chwili i 3 razy zastanawiam się czy już podobnego nie mam. Czyli nie jest źle ;p
Macie tutaj jakiś faworytów?
96. Flormar nail enamel nr 424
97. Essence Blossims etc... nr 02 I like
98. Colour Alike nr 204 Kocimiętka
99. S.he stylezone nr 312/1080
100. Q by Colour Alike nr 151 Miętus
101. Colour Alike nr 451 Świeżo malowane
102. Vipera Jumpy nr 162
104. Colour Alike nr 468 Syrenka
105. Wibo nr 134
106. Lovely niestety starty numerek
107. Essence Denim Wanted! nr 04 Forever mine
108. Golden Rose Classics nr 140
109. Colour Alike nr 466 Aloha
110. Essence nr 38 Choose me!
111. Paese Lakier Pękający nr 304
112. Golden Rose with protein nr 339
113. Safari nr 64
114. Colour Alike nr 448 Tru blu
115. Bell nr 302
116. Wibo nr 18
117. Vipera nr 475
118. Make-up Academy beznumerkowy
119. Essence Blossoms etc... nr 04 Bloom-a-loom
120. Sally Hansen nr 6203-03 Bright
121. Flormar Supershine Miracle Colors nr U28
122. Q by Colour Alike nr 118 Discorelaks
123. Colour Alike nr 463 Wrzosowisko
124. Q by Colour Alike nr 115 Buka
125. Eveline Holografic Shine nr 414
126. Golden Rose fantastic color nr 169
127. Virtual Fruit Cocktail vinylmania nr 149 cranberry chic
128. Eveline Holografic Shine nr 413
129. Sensique fantasy glitter nr 211 Fireworks
130. Wibo nr 320
131. Q by Colour Alike nr 116 Zmierzch
132. Golden Rose with protein nr 312
133. Miyo Mini Drops nr 38 Electric Purple
134. Revlon nr 762 Plum Attraction
135. H&M Wicked Purple
136. Wibo nr 313
137. Golden Rose Matte nr 09
138. Colour Alike nr 1 Magic Ultraviolet
139. Golden Rose ceramic nr 139
140. Flormar Supershine Miracle Colors nr U08
141. Sally Hansen nr 4123-03 Baroque Bronze
142. Golden Rose Holographic Color nr 119
143. Essence nr 002 stamp me! black
144. Delia emalie pękające nr 7
145. Sally Hansen Salon nr 4133-03 Black Patent Leathergo
145 lakierów (tak miedzy nami to 145+1, bo ostatnio nabyłam nowy top z Essence :>), czy to już się leczy? Ja na razie się nie martwię, przeglądałam na blogach już nie jedną kolekcję lakierów grubo przekraczającą moje skromne 145 sztuk :D Ostatnio bardzo ograniczyłam kupowanie każdego lakieru, który mi się spodoba w pierwszej chwili i 3 razy zastanawiam się czy już podobnego nie mam. Czyli nie jest źle ;p
Macie tutaj jakiś faworytów?
Etykiety:
Bell,
Colour Alike,
Delia,
Essence,
Eveline,
Flormar,
Golden Rose,
Lovely,
Miyo,
Paese,
Revlon,
S.he stylezone,
Safari,
Sally Hansen,
Sensique,
Vipera,
Wibo
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































